sobota, 30 sierpnia 2014

1 miejsce- Athena Eastland



 Dwa lata temu nieporadni rodzice postanowili zrobić sobie ode mnie wakacje. Ale nie tak jak zwykli rodzice, nie wyjechali na dwa tygodnie żegnając mnie buziakiem w czoło. Wysłali mnie na czas nieokreślony na jakąś bezludną wyspę pełną koni, za którymi przepadam tak jak za kierowcami metra. Nie no oczywiście byli tam ludzie, ale zdrowo walnięci koniarze i miłośnicy wakacyjnych plenerów i kebabów prosto z kurortu.
          Żebym nie mógł ich pozwać do sądu o znęcanie się nad dzieckiem wspaniałomyślnie załatwili mi mieszkanie w Jarlaheim i pracę w stadninie. Jarlaheim to taka metropolia pełna średniowiecznych gruzów. A stadnina koni równie stylowy reprezentant epoki oświecenia. Oświecenia jaki to koń jest wspaniały. Co jak co, ale konie miały tam dobrze.
         Miałem być stajennym i manipulować egzystencją tutejszego łajna. Okazało się jednak, że niejaki Herman zrobił sobie ze mnie majordoma do wszystkiego. Miałem ogarnąć całą organizację nadchodzących zawodów jeździeckich w Jorvik. To było jak kubeł zimnej wody na głowie, ale na szczęście nie było tak źle. W sumie to nawet fajny facet z tego Hermana. Nie no ale spokojnie, jestem hetero i mam dziewiętnaście lat. 
         Co jak co, ale stadnina o świcie to jedno z piękniejszych miejsc na Ziemi. Świtające słońce, promienie tańczące na krawędziach kominów, dachów i okiennic, mgiełka ginąca w ziemi, chłód szczypiący w policzki i para z ust, lecąca ku niebu ze wszystkimi niewypowiedzianymi słowami. Iście nostalgiczna chwila. I w takim oto momencie pewnego razu spotkałem jeźdźca. Dopiero, gdy znalazł się bliżej rozpoznałem w nim dziewczynę. Na oko przed dwudziestką. Miała blond włosy, luźny tshirt i bojówki wiszące na biodrach, falujące z każdym jej krokiem. Prowadziła dobrze zbudowanego wierzchowca, chyba szli na poranną przejażdżkę. Zatrzymała się obok mnie i zapytała się co ja tu robię o tej porze.
          - Sam nie wiem - westchnąłem. W sumie to tęskniłem za domem.
          Dziewczyna popatrzyła na mnie, poklepała lekko po szyi denerwującego się konia, który zaczął przestępować z nogi na nogę.
           - Mój koń nie może się doczekać przejażdżki - cieszyłem się, że zignorowała moje nieogarnięcie. - Mam na imię Alex, może chcesz wziąć ze stajni konia i się z nami przejechać?
          Musiałem się jakoś wymówić, żaden ze mnie jeździec.
          - Aaa, dzięki, ale mam kontuzjowaną nogę, nie mogę jeździć, dlatego tak sobie siedzę na barierce - skłamałem.
           Zaśmiała się spoglądając na bok. 
          - Rozumiem, Tin-Can się niecierpliwi. Może się jeszcze zobaczymy.
          Zacieśniła uścisk na wodzach i pociągnęła Tin-Cana w stronę bramy. Koń nie dał się dwa razy prosić, ale zanim odszedł spojrzał na mnie z tajemniczym błyskiem w oku. Wzdrygnąłem się na ten widok i cieszyłem się kiedy zniknęli.
           Potem Alex mignęła mi parę razy w chaosie przed zawodami. Jej koń dziwnie na mnie patrzył, jakby widział dostawcę darmowego owsa. Nawet nie wyobrażałem sobie wcześniej ile rzeczy może być do zrobienia wokół koni. Trzeba wokół nich robić wszystko, karmić, poić, czyścić, sprzątać, utrzymać w dobrej kondycji, zadbać o ich mieszkanie i jeszcze zarobić na tym nie dając się zwariować. 
           Pewnego wieczoru postanowiłem wyjść gdzieś się przewietrzyć. Minąłem średniowieczny gruz i ruszyłem przed siebie. Ciekawość mnie zżerała już od dawna, nie wiedziałem jak duża jest ta wyspa, a tym bardziej co jest w okolicy. Po piętnastominutowym spacerze dotarłem do lasu. 
           Stanąłem przed linią drzew. Były tak wysokie jak syberyjskie limby. Nagle usłyszałem rżenie i tętent kopyt. Z lasu wybiegł jeździec potrącając mnie. To stało się tak szybko, że nie zdążyłem się zorientować kto to był.
           Myślałem, że spadam na samo dno przepaści. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Nagle poczułem uderzenie w plecy i coś jakby wypchnęło mój prawy bok w przód. Mogłem wyglądać jak schodek na ganku, ale schodki nie krzyczą. A ja krzyknąłem. Czułem wszechogarniający ból. Nagle poczułem czyjąś dłoń na czole. Przestałem na moment oddychać. Usłyszałem głos, ale nie mogłem ułożyć dźwięków w słowa. Ktoś mnie chwycił pod pachami i położył mój tułów sobie na kolanach. Straciłem przytomność. 
           Gdy się ocknąłem, spróbowałem wstać z łóżka, ale poczułem kujący ból w prawym boku i zrezygnowałem. Miałem zabandażowaną klatkę piersiową, a moja koszulka wisiała na oparciu krzesła. Znajdowałem się w jakimś pomieszczeniu na poddaszu. Za okienkiem zauważyłem las. Wydawał się inny od tego, którego widziałem wczoraj. Byłem zdezorientowany. Zastanawiałem się, kiedy pojawi się tu ktoś, kto mnie tu przyniósł.
           Jakiś czas później usłyszałem skrzypienie schodów. Na poddasze weszła Alex. Spojrzałem na nią zdezorientowany.
          - Co tu do jasnej się dzieje?
          Trzymała w rękach jakieś zawiniątko. Przykucnęła przy łóżku i położyła je na kolanach. 
          - Nie martw się, powinieneś szybko wyzdrowieć. Jesteśmy w Valedale w domku mojej mamy, jest zielarką. - Spojrzała na mnie przełykając ślinę. - Wczoraj Tin-Can cię potrącił. Nie wiem skąd on wiedział, ale... 
          Zmarszczyłem brwi.
          - Jak to Tin-Can? A to nie ty na nim jechałaś?
          - Tak, ja - odparła. - Jest coś ważnego, o czym muszę ci powiedzieć. Ale najpierw muszę wiedzieć, że mogę ci zaufać. Weź to - podała mi zawiniątko.
         Wziąłem je i odwinąłem materiał. W środku był metalowy pręt, wziąłem go do ręki i spojrzałem pytająco na Alex, ale nic nie mówiła. Nagle w jakiś niewytłumaczalny sposób dowiedziałem się, że to różdżka i wiedziałem co z nią zrobić. Chwyciłem ją rękoma z dwóch stron i zamknąłem oczy. Pręt zagrzał się i poczułem jak ciepło wędruje do mojego poturbowanego boku. Poczułem jak ból znika. Otworzyłem oczy, różdżka świeciła się różowym światłem, pojawiły się na niej jakieś tajemnicze runy, których nie mogłem odczytać. Nagle zgasła. Wstałem i nie mogłem uwierzyć w to, co się stało. Usiadłem bezładnie na łóżku i spojrzałem z niedowierzaniem na Alex. Wydawała się spokojna i jak gdyby nigdy nic, powiedziała:
          - Jorvik i cały świat na stałym lądzie jest w niebezpieczeństwie. Walka toczy się między mocami, jedną z nich właśnie poznałeś. Strażnicy Aideen pilnują porządku na wyspie, to jest nasze pierwszorzędne zadanie. Narządem wykonawczym straży są Gwiezdni Jeźdźcy. Na razie jest ich czwórka, ja jestem jedną z nich. Istnieje legenda, że w czasie kryzysu pojawi się piąty jeździec. Ale nic więcej na ten temat nie wiedzieliśmy. - Słuchałem uważnie każdego słowa. Alex usiadła obok mnie. - Nie wiem skąd, ale Tin-Can wiedział, że to ty jesteś piątym Gwiezdnym Jeźdźcem, teraz widzę, że miał rację. Różdżka nie działa w byle czyich rękach. Dla ścisłości, Gwiezdni Jeźdźcy mają swoje wierzchowce i moga z nimi rozmawiać. 
          - Serio? - zmarszczyłem brwi w drwiącym uśmieszku.
          - Nie rób takiej miny - zaśmiała się. - Tak. Gdyby cię nie potrącił nie miałabym powodu, żeby cię sprowadzić tutaj. To znaczy, jak to mawiają, nie rozmawiaj z obcymi ani nie wsiadaj do samochodu nieznajomych - znowu się zaśmiała. - Ale to nie wszystko - wstała. - Jest jeszcze jedno miejsce, w które muszę cię zabrać.
         - Okej - wstałem i zeszliśmy na dół po drabinie. Przeszliśmy wąskim korytarzem mijając pokoje. Weszliśmy do kuchni, w której siedziała jakaś kobieta. Była uderzająco podobna do Alex, pomyślałem, że to jej matka.
         Kiedy nas zobaczyła wstała z krzesła i podeszła. Uściskała Alex, a potem mnie.
         - Dzień dobry. Mam na imię Adam.
         - Kochanie, czy to jest piąty Gwiezdny Jeździec? - zapytała uradowana ściskając moją dłoń. Nie czekając na potwierdzenie uściskała mnie jeszcze raz. - Musisz natychmiast udać się do kręgu. Alex, zaprowadzisz go, prawda? Ja nie mogę przy tym być, Fripp się pewnie zjawi. - Zmarszczyłem czoło słysząc nieznane mi nazwy. - Ach, gdzie moje maniery! Mów mi Lizzy, jestem mamą Alex, też należę do strażników, zajmuję się szerokopojętym zielarstwem - uśmiechnęła się. - Idźcie już. 
           Uwolniłem się z uścisku Lizzy i podążyłem za Alex do wyjścia. Poprowadziła mnie krętą ścieżką w góry. Szliśmy jakieś pięć minut i dotarliśmy do okrągłej polanki z czterema obeliskami. W środku była okrągła, kamienna płyta. Spojrzałem na Alex.
           - Musimy poczekać na resztę.
           Niedługo potem dołączyły do nas trzy dziewczyny. Czerwonowłosa Lisa, brunetka w okularach, Linda i blondynka z długimi nogami, Anna. Dziewczyny stanęły pojedynczo przy obeliskach. Alex powiedziała mi, żebym stanął na środku.
          Gdy stanąłem na kamiennej płycie, zobaczyłem, że są tam jakieś runy. Zaczęły się świecić i układać pod moimi stopami w symbol krzyża słonecznego. Zamknąłem oczy i czekałem. Coś podpowiedziało mi co robić, a właściwie wszystko działo się bez mojej kontroli, po prostu wypływało ze mnie. Ciepło moich dłoni wysłało promienie do obelisków aktywując je. Na każdym z nich pojawił się symbol. Gwiazda nad Lisą, słońce nad Anną, księżyc nad Lindą i piorun nad Alex. Nagle z płyty powędrowały cztery snopy światła do podnóża każdego z obelisków, a następnie zatoczyły koło, tworząc kolejny, większy krzyż słoneczny, którego epicentrum stanowiłem ja. Stałem i czekałem, a światło wokół wirowało. Dziewczyny podchwyciły dłońmi promienie światła wirujące po okręgu. Wszystko wyglądało jakbyśmy się złączyli w piątkę w symbolu krzyża słonecznego. Nagle cała światłość znikła. 
          Mniej więcej i w skrócie tak to się stało jak dziwnym sposobem odkryli, że jestem piątą częścią niezbędnika przetrwania wyspy Jorvik i całego świata. Aktywowałem wszystkie cztery obeliski i tak jakby stałem ponad pozostałymi czterema jeźdźcami, tak przy okazji, to fajnie, że to dziewczyny, pewnie się pozabijają pazurami z mojego powodu. Po jakimś czasie przekonałem się do koni i w końcu znalazłem swojego wierzchowca, Edana, pięknego karosza z gwiazdką na czole, której zazwyczaj nie widać, przez jego nieokrzesaną grzywkę, której nie daje sobie podciąć. W sumie to Edan sam zaczął za mną łazić, w końcu Alex zasugerowała, że powinienem z nim porozmawiać. Jakoś się zgraliśmy, chociaż nie było łatwo. Nie wiem jak to jest z tymi gwiezdnymi końmi. Na razie nie ogarniam wszystkiego, ale dobrze jest. Nie wiem na ile to wszystko wydaje mi się realne, ale póki czuję i oddycham, brnę w tą nową rzeczywistość.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Fakty

Hej!
Bardzo dziękuję, za wszystkie gratulacje :D ♥
Jeśli dobrze podliczyłam to muszę napisać 32 fakty
Od czego tu zacząć.... xD

1. W realu jestem baaaaaaaardzo nieśmiała. Dzięki SSO znalazłam miejsce gdzie mogę pokazać jaka naprawdę jestem
2. Kocham koty i oczywiście konie ♥
3. Do NC pierwszy raz dołączyłam 21 października 2012 roku
4. Kocham grać w The sims 2 i the sims 3 :D
5. Gdy zaczynałam grać w SSO, na początku miałam inne konto o nazwie Paula Seahall, potem powstała Mel
6.  Uwielbiam czytać książki
7. Jeśli chodzi o książki i filmy to kocham Igrzyska Śmierci, Niezgodną, Dary Anioła, Harrego Pottera i Heartland
8. Lubię oglądać Świat Według Kiepskich :D
9. W wolnej chwili uwielbiam czytać blogi o SSO, a zwłaszcza te polskie
10. Mój ulubiony serial to Teen Wolf (Nastoletni Wilkołak)
11. Mam starszego brata
12. Josh Hutcherson to mój przyszły mąż (takie tam marzenia ♥♥♥)
13. Lubię uczyć się nowych języków
14. Uwielbiam pić wody smakowe xD
15. Nie lubię kukurydzy ;-;
16. Jak miałam bloga o innej tematyce niż SSO to zawsze nudził mi się po tygodniu i go usuwałam XD
17. Lubię siatkówkę
18. Mam chomika
19. Moje ulubione piosenkarki to Lady Gaga, Katy Perry i Ellie Goulding
20. Mój ulubiony zespół to Depeche Mode ♥ 
21. Ulubiony przedmiot w szkole to język angielski
22. Nie lubię matematyki. Nic z niej nie rozumiem ;_;
23. Mam dość niską samoocenę
24. Kiedyś lubiłam Monster High XD
25. Chciałabym wyglądać jak Lily Collins
26. Uwielbiam słuchać muzykę
27. Kocham caaaaaałe NC, ale w SSO najbliżej są mi tylko dwie osoby. Są to Lily Rainstorm i Olympia Starstone
28. Kiedyś przejmowałam się hejtami, ale teraz się z nich śmieję :D
29. Blog o SSO na bloog.pl założyłam 23.07.2012 r., a potem zmieniłam na bloggera. (jejuuu zapomniałam o 2 urodzinach bloga, przepraszam XD)
30. Lubię oglądać horrory
 31. Szybko wybaczam
32. Końmi interesowałam się od zawsze, ale zaczęłam jeździć dopiero, gdy miałam 8-9 lat

Jezu w końcuuu, już w połowie nie wiedziałam co mam pisać XD


środa, 27 sierpnia 2014

Aktualizacje 27.08.2014

                                                                                   Hej!
                                                 Dzisiaj środa, więc jak zawsze aktualizacje :D

                                                                                Dodali:


  • Nowe buty w największym sklepie odzieżowym w Miasteczku Srebrnej Polany











  • Targ koni jest już otwarty. Tym razem zagościł w Fort Pincie. Tylko szkoda, że te questy dają tak mało punktów doświadczenia, bo jestem blisko do 16 level'a :/
  • Nowe konie północnoszwedzkie przybyły do Jorvik
Postawny, delikatny i silny koń północnoszwedzki!


Co myślicie o tych aktualizacjach? :)

130 obserwatorów

Hej!
Doszliśmy już do 130 obserwatorów :D
Z tej okazji chciałam coś zrobić i postanowiłam, że napiszę kilka faktów o sobie. Będzie ich tyle ile komentarzy pod tym postem! :D Nie musicie pisać nic specjalnego. Po prostu, aby był ten komentarz xD Potem je wszystkie podliczę i napiszę fakty x3 Nie chcę żadnego spamu, więc (od razu przepraszam Czytelników, którzy nie mają konta Google) tylko komentarze osób z takowym kontem się liczą. No i oczywiście jeden komentarz na osobę :)
No to start xD
(Czas do dzisiaj, czyli środy do 20:00)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Sweater weather

Hej!
Szkoła niestety już za tydzień ( :(((((((((( ), a razem z nią zbliża się też jesień. Czas przygotować sweterki (i płaszczyki), więc postanowiłam, że pokażę Wam 4 stroje:D
A i tak w ogóle to zmieniłam z powrotem swoją fryzurę :))


Płaszcz: Winnica
Spodnie: Questy
Rękawiczki: Winnica
Kapelusz: Miasteczko Srebrnej Polany
Buty: Dolina Złotych Wzgórz
Ozdoba na grzywę: Quest
Ozdoba na ogon: Dolina Złotych Wzgórz
Owijki: Dolina Złotych Wzgórz
Ogłowie: Jodłowy Gaj
Siodło: Jodłowy Gaj
Czaprak: Dolina Złotych Wzgórz




Płaszcz: Dolina Złotych Wzgórz
Spodnie: Winnica
Rękawiczki: Winnica
Kapelusz: Dolina Złotych Wzgórz
Buty: Jarlaheim
Ozdoba na grzywę: Fort Pinta
Ozdoba na ogon: Fort Pinta
Owijki: Dolina Złotych Wzgórz
Ogłowie: Farma Marleya
Siodło: Valedale
Czaprak: Dolina Złotych Wzgórz


Sweterek: Zajazd pod wilkiem
Spodnie: Dolina Złotych Wzgórz
Rękawiczki: Winnica
Kapelusz: Miasteczko Srebrnej Polany
Buty: Miasteczko Srebrnej Polany
Ozdoba na grzywę: Dolina Złotych Wzgórz
Ozdoba na ogon: Fort Pinta
Ogłowie: Fort Pinta
Siodło: Farma Marleya
Czaprak: Jarlaheim


Sweterek: Arena przy stajni Jorvik
Spodnie: Jarlaheim
Rękawiczki: Winnica
Kapelusz: Miasteczko Srebrnej Polany
Buty: Jarlaheim
Ozdoba na grzywę: Dolina Złotych Wzgórz
Ozdoba na ogon: Fort Pinta
Ogłowie: Dolina Złotych Wzgórz
Siodło: Farma Marleya
Czaprak: Miasteczko Srebrnej Polany

niedziela, 24 sierpnia 2014

2 i 3 miejsce


Hej!

Przepraszam, że musiałyście czekać, ale skontaktowałam się z osobami, które zajęły 2 i 3 miejsce, aby od razu pokazać Wam ich prace :)

2 miejsce- Julia Wilknight


Imię: Julia
Płeć: Kobieta
Wiek: 15
Miejsce zamieszkania: Moorland
Moc: Czytanie w myślach
Koń: Fire (Ogień)
Płeć: Wałach
Moc: Niezwykła szybkość

Krótka historia związana z postacią:
  Był piękny dzień. Obchodziłam wtedy 15 urodziny, ale wcale nie byłam szczęśliwa, ponieważ moja mama uznała, że jestem już za duża na swojego kuca, Fire i trzeba mi zmienić konia. Większość koniarzy by się ucieszyła, ale nie ja. Byłam bardzo związana ze swoim kucykiem i nie miałam zamiaru go wymieniać na "nowszy model". Wiedziałam, że moich rodziców nie stać na dwa konie a co gorsza mój tata wyznawał zasadę, że każde zwierze powinno umieć na siebie zarobić. W przypadku Fire były to wygrywane zawody, gonitwy. Nie chciałam się pozbywać Fire, a poza tym nie byłam aż tak duża i ciężka. Moja mama podjęła decyzję, że w wakacje wyjedziemy na obóz jeździecki do Valedale, ja i Fire. Tam miałam wszystko sobie przemyśleć. Zgodziłam się. Nie miałam wyboru, bo zawarłyśmy z mamą umowę dzięki której mogłam zatrzymać Fire. Nie żadne poprawienie ocen czy umiejętności jeździeckich. Chodziło o to, że jeśli podczas tego obozu choć raz Fire odmówi zrobienie czegokolwiek z powodu mojego ciężaru to go sprzedamy. Jeśli natomiast kucyk będzie sobie radził to go zatrzymam.
  Tydzień później siedziałam już w autobusie. Fire pojechał wcześniej koniowozem razem z kilkoma innymi końmi jadącymi na obóz. Kilka godzin później wszyscy byliśmy już w Valedale i wyprowadzaliśmy swoje konie z przyczepy do stajni. Posmutniałam kiedy zobaczyłam, że wszyscy mają duże konie, większość konie Fryzyjskie i Andaluzyjskie, które były jednymi z najpopularniejszych koni w Jorvik. Właścicielka stajni miała wątpliwości czy starczy boksów, ale na szczęście wszystkie konie się zmieściły. Nawet zostało jedno miejsce. Potem wszystkie zebrałśmy się na podwórzu stajni gdzie opiekunka grupy, Paula przedstawiła się zaczęła sprawdzać obecność.


- Linda Redbird?
- To ja!
- Alex Longforest?
- Jestem.
- Lisa Blueriver?
- Obecna!
- Anna Blackrock?
- To ja.
- Julia Wofnight?

Cisza.


- Nie ma jej?

Nagle orientuję się, że to moje nazwisko.


- Yyy to ja. Ja jestem Julia.
- Sara Whitesky?

Znowu cisza.
  Nagle na podwórko podjechał samochód z przyczepą. Z samochodu wyskoczyła niska dziewczyna o jasnych, blond włosach. Powiedziała coś do kierowcy i po chwili przybiegła do nas.


- Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie...
- Jak się nazywasz?
- Sara Whitesky. Czy znajdzie się miejsce dla mojego konia?
- Oczywiście, zaprowadź go do stajni. Jest tam jeszcze jeden wolny boks.

  Sara pobiegła szybko do przyczepy gdzie kierowca zaczął już wyprowadzać konia. Julii zaparło dech. Koń Sary to piękny, siwy koń Andaluzyjski. Wydawał się na spokojnego jednak po zejść z rampy zaczął się wyrywać. Kierowca przekazał konia Sarze, ale ta nie mogła sobie poradzić z koniem.


- Mogę jej pomóc? -rzuciłam opiekunce.

  Dziewczyna kiwnęła, a ja rzuciłam się na pomoc dziewczynie. Koń już zaczął stawać dęba, a dziewczyna wpadła w panikę.


- Mogę? -zapytałam wskazując na uwiąz.
- Tak, jasne. -odpowiedziała z ulgą oddając mi sznur.

  Wzięłam sprawy w swoje ręce, pewnie chwyciłam uwiąz i ruszyłam w stronę stajni. Klacz zaskoczona nagłym obrotem spraw nawet nie zdążyła zaprotestować.


- Dzięki wielkie. Trochę sobie z nią nie radzę...
- Nie przejmuj się. Fire też jest czasem uparty.

  Po chwili usłyszałyśmy wołanie Pauli czy już umieściłyśmy konia. Pobiegłyśmy na podwórze. Paula przydzieliła nam pokoje. Okazało się, że dostałam pokój z Sarą. Ucieszyłam się bo obóz miał trwać tydzień a ja znalazłam z nią wspólny język. Pierwsze dni minęły szybko. Ćwiczyliśmy głównie ujeżdżenie i skoki. Szóstego dnia obozu instruktor jazdy konnej, Filip postanowił zabrać nas na przejażdżkę w terenie. Mieliśmy skakać na przełaj. Skoków się nie boję, ale wiem, że Fire woli biegać. Wyruszyliśmy z rana, bo przejażdżka miała trwać kilka godzin, a po południu robiło się gorąco. W końcu to lato. Szliśmy gęsiego. Ja byłam trzecia, przede mną była Sara, a na samym początku instruktor. Sara mówiła mi że ostatnio zaczęła sobie lepiej radzić z Light Night, bo tak nazywała się jej klacz.  Instruktor rzucił przez ramię:


- Galop! Zachowujcie odpowiednie odległości.

  Przyspieszyliśmy więc do galopu. Pierwszą przeszkodą był krzyż z brzóz. Na końcu jednej z brzóz powiewała zagubiona, plastikowa siatka. Fire zaczął uciekać na boki. Na szczęście zaraz się uspokoił. Jednak z klaczą Sary nie było tak łatwo. Zatrzymała się i zaczęła cofać. Ledwo co wyhamowałam Fire przed nią. Light Night nagle stanęła dęba po czym ruszyła cwałem w las. Biedna Sara strasznie krzyczała co jeszcze bardziej płoszyło Light Night. Nim Filip zdążył się zorientować co się dzieję, rzuciłam się w pościg za Sarą. I właśnie wtedy to się stało. Fire przyspieszył tak bardzo, że wszystko do koła się zamazało. To nie był normalny cwał. Fire pędził z kosmiczną prędkością! Balam się, że wpadniemy na któreś z drzew, ale bardziej bałam się o Sarę, bo Light Night pędziła na oślep. Zebrałam się w sobie i dogoniliśmy Sarę. Fire zwolnił trochę do cwału Light Night. Sarze z tego wszystkiego wypadły wodze. Light Night mogła w każdej chwili się o nie potknąć! To było bardzo niebezpieczne.


- Chwyć wodze! –krzyknęłam do Sary.

  Sara wychyliła się do przodu jak tylko mogła, ale nie mogła dosięgnąć.


- Nie dam... Rady...
- Czekaj. Ja spróbuję...

  Ścisnęłam boki Fire, który posłusznie przyspieszył. Wydawał się w ogóle nie zmęczony w przeciwieństwie do Light Night. Wychyliłam się w stronę wodzy Sary i... Złapałam! Podałam jej wodzę, a ona zaczęła za nie ciągnąć. Light Night chyba tylko na to czekała, bo od razu się zatrzymała.


- Dziękuję –usłyszałam
- Nie ma za co. –odpowiedziałam dysząc
- Co? –zapytała Sara
- Powiedziałaś „dziękuję”.
- Nie, nic nie mówiłam, ale rzeczywiście dziękuję –odpowiedziała trochę zdziwiona Sara.To  była chwila, w której się zorientowałam, że umiem czytać w myślach.Wieczorem po kolacji zaczepił mnie Filip. Powiedział, że pewna kobieta chce mnie widzieć. Poszliśmy, więc do niej. Nazywała się Elizabeth. Okazało się, że dowiedziała się o mojej mocy i o mocy Fire. Powiedziała, że według przepowiedni jestem piątym Gwiezdnym Jeźdźcem. Zaniemówiłam. Słyszałam coś o Gwiezdnych Jeźdźcach, ale niewiele.

  Kobieta wytłumaczyła, że od dziś będę musiała bronić Jorvik przed siłami zła. Byłam nieco oszołomiona całą sytuacją, ale po tym wszystkim co się wydarzyło uwierzyłam jej i w pewnym sensie się zgodziłam. Po powrocie do domu nikomu o niczym nie powiedziałam. Nie uwierzyliby mi. Kiedy byłam w pokoju mama powiedziała, że ma dla mnie niespodziankę. Próbowałam nie czytać jej w myślach, ale było to trudne, bo jeszcze do końca nie opanowałam tej mocy. Mama powiedziała, że tata dostał nową lepszą pracę w Valedale i że się przeprowadzamy. Ucieszyłam się, bo tam właśnie mieszkała reszta Gwiezdnych Jeźdźcy: Anna, Lisa, Alex i Linda. Teraz i ja tam będę mieszkać. Będę strzec dobra w Jorvik, bo jestem... Gwiezdnym Jeźdźcem!
                                                                                                                                                            
3 miejsce- Lena Pinkside




Imię: Vanessa
Płeć: Kobieta
Wiek: 15 lat
Miejsce zamieszkania: Srebrna Polana
Moc: Stawanie się niewidocznym



Koń: Wind

Tajemnicza wyspa, tygrys i dziki koń
Wieczorem nie dawał mi spać komar. Kiedy usiadł mi na czole udało mi się go załatwić. Przez pełnię księżyca nie mogłam zasnąć. Rano pojechałam do szkoły autobusem. Dopiero kiedy na przerwie w kibelku spojrzałam w lustro zauważyłam, że na czole wciąż mam rozgniecionego komara i czerwoną plamę. Po prostu super. Po skorzystaniu z toalety poszłam na lekcje biologi. Wszyscy zatrzymywali się na mój widok i robili zdjęcia. Wtedy dopiero zorientowałam się, że coś jest nie tak. Popatrzyłam na siebie i zauważyłam, że spod spódniczki wystaje długi kawałek papieru toaletowego. Ale wstyd! W drodze powrotnej do domu usiadłam na najwygodniejszym fotelu w całym autobusie i zasnęłam. Nagle poczułam, że ktoś mnie szarpie. To był kierowca. Okazało się, że już dawno minęliśmy mój dom i dotarliśmy do pętli. Musiałam wysiąść i wracać na piechotę. W domu jak zwykle - tata w pracy, mama zabiegana a mi w opiece pozostał mój dwuletni braciszek Michał. Po odrobieniu zadań domowych pojechałam z nim autobusem do dziadka. Nagle Michał zaczął płakać. Żeby go jakoś rozweselić zaczęłam się wydurniać i robiłam wszystko żeby się uspokoił. Wystawiałam język, przewracałam oczami i ogólnie robiłam najgłupsze miny jakie przychodziły mi do głowy. Po kilku minutach podziałało. Usłyszałam śmiech nie tylko Michała, ale i kilku chłopaków z mojej szkoły, którzy jak się okazało jechali tym samym autobusem. Zostawiłam u dziadka brata na noc i sama wróciłam do domu. Byłam bardzo zmęczona więc położyłam się na łóżko i rozmyślałam. Nagle usłyszałam dźwięk dochodzący z mojego telefonu. Dostałam sms-a od najlepszej przyjaciółki. Chociaż miałam wrażenie, że czasem mnie wykorzystuje była to jedyna znojoma z szkoły. Myślałam, że sms będzie brzmiał coś w stylu: Dasz mi jutro odpisać zadanie z maty? Ale nie. Myliłam się. Laura (przyjaciółka) osądzała mnie o to, że podrywam jej chłopaka i namawiam go do tego żeby ją zostawił dla mnie. Jak mogła mnie o to oskarżać? Na twarzy pojawiły się łzy i wkurzona pobiegłam na dół i usiadłam na fotelu w pokoju gościnnym.                                       
- Co się stało kochanie? - spytał tata   
- Nie powiem Ci, bo i tak nie zrozumiesz - bąknęłam                                                                                                                 
- No powiedz. Może Ci jakoś pomogę - nie ustąpił tata.                                                                    
Opowiedziałam mu wszystko co się stało. Tata chwile rozmyślał i powiedział:                                                              
 -  Zapomnij o tym. Znajdziesz sobie nową przyjaciółkę.                                                                                                          
  - No super. Mam po prostu tak o wszystkim zapomnieć?                                                                                                     
- Jasne - powiedział.                                                                                                                                                                            
- Dzięki tato wiesz - zakończyłam tą bezsensowną rozmowę.                                                                                                   
  Pobiegłam do swojego pokoju                                                                                                                                                          
  - Nikt mnie nie rozumie i nic mi się nie udaje. Zaliczam same wpadki i jie mam przyjaciół. Muszę się stąd wyrwać - myślałam.                                                                                                                                                                                    
  Postanowiłam uciec z domu.                                                                                                                                                                        
    Następnego dnia obudziłam się o czwartej rano. Poszukałam plecak i zaczęłam się pokować: kilka ubrań, latarka, pluszak, kieszonkowe, bandaż, plastry, szczotka, koc, pamiętnik, krótki gruby patyk i dmuchaną łódeczkę na plaże. Szybko się zebrałam i pobiegłam do sklepu. Po zrobieniu nie małych zakupów pojechałam autobusem na wybrzeże skąd wypływają statki. Nie zastanawiając się długo nadmuchałam łódkę i położyłam ją na wodzie. Odważyłam się i wsiadłam do niej, chociaż strasznie mi biło serce. Wyciągnęłam z plecaku patyk i zaczęłam się odpychać. Łódka ruszyła. Bicie mojego serca stawało się coraz szybsze. Płynęłam. Powoli oddalałam się od wybrzeża i ruszyłam w przygodę. Wiedziałam, że nie ma już odwrotu. Minęło już 20 minut odkąt samotnie płynęłam po morzu. Miasto zniknęło mi już z oczu. Widziałam tylko wyspę znajdującą się przedemną. Zamierzałam do niej dopłynąć. I faktycznie. Po kilkunastu minutach udało mi się. Była to piękna dżungla na, której nie było widać żywej duszy. Rozejrzałam się po całej wyspie, która nie była taka mała jak się zdawało na początku. Weszłam do lasu znajdujący się na środku wyspy. Pozbierałam mnóstwo grubych wielkich patyków i pełno suchych liści paproci i palm. Patyki powbijałam tak aby powstały cztery ściany a na góre położyłam liście żeby mój domek miał dach. Pod wieczór byłam dumna z mojego małego domku, którego sama zbudowałam. Kiedy zorientowałam się, że już bardzo późno zjadłam bółkę i położyłam się spać. Różne straszne a zarazem tajemnicze odgłosy wydobywały się na zewnątrz. I nagle usłyszałam jakby końa przebiegający po wybrzeżu wyspy tak szybko niczym wiatr. Trochę się wystraszyłam więc następnego dnia wyruszyłam w poszukiwaniu tajemniczej istoty. Znalazłam banany na palmach a nawet kokosy. Podziwiałam piękno naturę w tym niezwykłym miejscu. Nagle coś za mną zaszeleściło w krzakach. Odwróciłam się i zobaczyłam młodego tygrysa. Czułam jakby ziemia zapadła się podemną. Nie wiedziałm co robić. Uciekać? Nie ma sensu bo i tak mnie dogoni. Powoli się schyliłam schowałam głowę i przyjęłam podstawę skuloną. Czekałam z 3 minuty aż tygrys podszedł do mnie a dokładnie stanął nademną i niespodziewanie zaczął mnie lizać w ucho. Zaczęłam się śmiać co go troche wystraszyło i cofnął się o krok do tyłu. Powoli się podniosłam i tym razem przyjęłam podstawę klęczenia. Uważnie podniosłam ręke a on przybliżył się do mnie i zaczął się o nią ocierać. Sama też zaczęłam go głaskać. Powoli zaczęłam stawać na nogi. Tygrys się nie spłoszył. Spojrzałam na niego a on zaczął mi podawać swoją wielką łapę. Zauważyłam, że jest zraniona. Na szczeście mój domek był już bardzo blisko więc szłam i zaczęła przywoływać go do siebie. Tygrys był posłuszny i doszliśmy do wyznaczonego celu. Kazałam mu zostać i wyciągnęłam z domku apteczkę. Tygrys miał zaufanie, dlatego podał mi łabę żebym mogła ją obejrzeć. Okazało się, że wbił mu się kolec i przedarł poduszkę w łapie. Ostrożnie wyciągnęłam kolec i obmyłam ją. Delikatnie zabandażowałam miejsce zranienia.                                                                                                                      
-Wiesz co tygrysku? Nazwę Cię "Łapa" - powiedziałam do tygrysa śmiejąc się.                                                         
- Mrrrrrrrrrrrrrrr - zmruczał Łapa.                                                                                                                                                  
  I zapominając o braku zaufania przytuliłam go do siebie i pocałowałam w nosek.                                                      
- Idź teraz, bo robi się późno a jutro przyjdź to rozwiążę CI bandaż. Dobranoc - powiedziałam                                 
  Tygrys polizał mnie w policzek i jakby zrozumiał pobiegł w las.                                                                                           
Nie mogłam zasnąć więc usiadłam na wybrzeżu i patrzyłam w morze. Było już bardzo późno kiedy wkońcu zdecydowałam się iść do łóżka kiedy nagle zobaczyłam jak biegnie piękny niebiesko-srebrny koń. Biegną niczym wiatr. Nie wiem jak mogłam się tak odważyć, ale stanęłam przed nim tak aby się zatrzymał. Udało się, a koń z piękną połyskującą grzywą stał dokładnie przedemną. Powoli wyciągnęłam rękę i zaczęłam go głaskać. Znałam się na tym troszeczkę, bo jak byłam mała rodzice wysłali mnie na naukę jazdy konnej. Kiedt niestety przypadkowo zrobiłam trochę gwałtowniejszy ruch dziki koń wysraszył się i omijając mnie pobiegł dalej. Piękniejszego a zarazem tak szybkiego konia. Nie umiałam sobie uzasadnić dlaczego wtedy zrezygnowałam zjazdy konnej. Postanowiłam, że nazwę tego konia "Wind" i, że kiedyś spróbuję go dosiąść. Następnego dnia kiedy wstałam odtworzyłam drzwi domku a przed nimi Łapa. Myślałam, że jeszcze śpię ale mokre uczucia na twarzy kiedy polizał mnie po policzku szybko pomogło mi wrócić do rzeczywistości. Podrapałam do za uszkiem a on mruczał. Oczywiście nie zapomniał o łapie, którą mi podał by rozwiązać bandaż. Uczyniłam to szybko a uradowany tygrys porwał mój patyk i zaczął biegać i skakać z radości.                                                                                                                                  
- Łapa! Oddaj patyczek! - wołałam                                                                                                                                                                                                                                  
- A on chcą się bawić przybliżał się i oddalał.                                                                                                                                    
Przypomniałam sobie, że mam puszkę tuńczyka z domu. Odtworzyłam ją i poczęstowałam tygrysa. Zabawa była niesamowita aż ze zmęczenia położyliśmy się na plaży.                                                                              
- Tygrysku? Wiesz może gdzie mieszka niebiesko srebrny koń? - spytałam.                                                                     
   - Mrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr - zamruczał Łapa.                                                                                                                           
- Prosze poprowadź mnie do niego. Poczekaj tylko wezmę marchewki.
Wsadziłam je do kieszeni i pobiegłam za tygrysem, który prowadził mnie w głąb lasu. Szliśmy ścieżkami, którymi jeszcze nie chodziłam aż dotarliśmy do pięknej łaki a na niej połyskujący w świetle słońca koń. Łapie kazałam zostać a sama powoli podchodziłam do niego. Kiedy Wind zorientował się, że się do niego zbliżam zaczął się cofać.                                                                                                                                                                                                           
- Nie bój się koniku. Nic Ci nie zrobi - powiedziałam                                                                                                                         
I przypomniało mi się, że wziełam przecież marchewki. Wyciągnęłam jedną i podałam koniowi. On zaczął się przybliżać i "knak". Właśnie przyżuwał połowę marchewki. Powoli go głaskałam i przytulałam do niego a on nadal ani drgnie. Marchewkami zwabiłam go pod drzewo i w czsie kiedy on zajadał wdrapałam się na nie. Lekko położyłam nogę na jego plecach a on ani rusz. Odważyła się. Nagle "hop"! Wskoczyłam na niego. On się wyprostował, ale dalej zajadał. Kiedy się zorientowałam, że koń pożera  właśnie ostatnią marchewk zaczęło mi szybciej bić serce. Koń również zorientował się, że zabrakło jedzenia i zauważył także, że własnie na nim siedzę. Wziął głeboko powietrze i nagle poleciał przed siebie. Wystraszona objęłam go za szyję i i wtuliłam twarz w długą grzywę. Koń wybiegłszy na wybrzeże i obkrążył całą wyspę. I nagle przypomniało mi się, że kilka marchewek dałam do lewej kieszonki. Wyciągnęłam jedną i pociągnełam Winda delikatnie za włosy. Koń stanął. Kazałam mu powoli iść. Wykonał zadanie dobrze więc dostał marcheweczkę. Szybciej. Koń był posłuszny więć znowu go nakarmiłam. I tak powoli oswajałam dzikiego konia. Bawiliśmy się świetnie a Blueangel bardzo mnie polubił. Robiliśmy nawet wyścigi między nami i tygrysem. Wieczorem odpoczywaliśmy na plaży kiedy nagle podpłynął piękny fioletowy potężny prom. Nie zastanawiając się długo wzięłam rzeczy , konia i tygrysa i wsiadłam do niego. Przed promem na tabliczce widniał napis: Jedziesz do: MIEJSCA GDZIE CZEKA NA CIEBIE NOWA PRZYGODA.
                                                                              Vanessa 15 lat 

                                                                                                                                       

Gratuluję ♥

Zwycięzcą jest....

Hej!
Postanowiłam, że  napiszę ten wpis jeszcze raz. Pod poprzednim komentarze niektórych były Ż.E.N.U.J.Ą.C.E. Jeśli to ma tak wyglądać to nie wiem kiedy zrobię następny konkurs. Mam tylko wielką nadzieję, że Athena nie przejęła się tymi komentarzami, a jeszcze większą- że ich w ogóle nie widziała, bo jeszcze się ze mną nie skontaktowała.
Bardzo dziękuję osobom, które broniły Athenę. Może słownictwo nie było piękne (czyli przekleństwa itp.), ale chyba inaczej się tego nie dało powiedzieć. 
Postanowiłam, że usunę ten cały post i napiszę go od nowa. Jeśli ktoś napisze tym razem jakiś obraźliwy komentarz to najszybciej jak się da, usunę go.

Czyli....


Zwycięzcą jest......

Athena Eastland!! :D

Gratuluję ♥
Dziękuję wszystkim tym co wzięli udział w konkursie (tym co umieli go przegrać) ♥♥ 
Przeczytałam wszystkie prace bez wyjątku, więc proszę nie pisać, że nie przeczytałam Waszej :)
Teraz zacznę się za wybieranie 2 i 3 miejsca (miałam to zrobić wczoraj, ale czytając te wszystkie hejty i oskarżenia na Athenę, po prostu mi się odechciało)
Osoby na tych miejscach dostaną nagrodę pocieszenia, czyli SC lub SR za 6.15 PLN